Drukuj
Kategoria: Sprzęt
Odsłony: 7242

Zeszły sezon był fatalny. Ogólnie ze względu na śnieg, dla mnie ze względu na "urwanie" sobie nogi w grudniu, co wyeliminowało mnie do końcówki lutego. Niestety szybką rehabilitację, która miała wyprowadzić z powrotem w Alpy, przerwała infekcja przywieziona przez żonę i w efekcie kolejne ponad 1,5 miesiąca siedzenia w domu. Na początku marca, kiedy jeszcze miałem co do siebie jakieś złudzenia, udało mi się zaopatrzyć w nowe natki - stosunkowo świeży model G3: Soulfly.

 

 

Narty są przedstawicielem nowej linii G3: Super Tour przeznaczonej do typowego skituru. Co ciekawe, pierwszą jaskółką odwracającą tendencję wyłącznie poszerzania nart były właśnie Soulfly - pojawiły się już w sezonie 2010/2011 w nieco innym niż pokazane malowaniu i, jak pisze producent, z drobnymi różnicami konstrukcyjnymi. Te na zdjęciu to model na właśnie nadchodzący sezon 2011/2012. Producent reklamował je jako narty na długie wędrówki typu "europejskiego Haute Route" - narty (podobnie jak mixowe foki) były odpowiedzią na zapotrzebowanie europejskiego rynku.

Narty mają bardziej klasyczną geometrię - 114/83/104, co daje promień skrętu od 18 (dla długości 165) do 23 (dla długości 186 cm) metrów. Co ciekawe, katalog G3 2011/2012 jest pierwszym, w którym producent pod wpływem nacisków zdecydował się na podawanie tego parametru. Do tej pory stał na stanowisku, moim zdaniem słusznie, że promień skrętu w nartach "terenowych" ma nikły sens.

W geometrii rzuca się w oczy długi dziób narty - narta nie jest najszersza w dziobie tylko około 20 cm od końca narty, na zdjęciu to to miejsce gdzie położona jest suwmiarka.

 

Dziób wznosi się też na dłuższej linii niż w poprzednich konstrukcjach, wznios zaczyna się nieco dalej niż najszerszy punkt narty:

 

Nie jest to "rocker", ale narty powinny lepiej wypływać na powierzchnię. Pomóc temu ma również ów przedłużony nieco łopaciasty kształt dziobu, a także redukcja jego masy. Trudno widać, ale widać (TWAW - jak mawiał mój kolega ze studiów, ślęcząc nad jakimś zagmatwanym twierdzeniem matematycznym) służace temu przetłoczenie dziobu na kolejnym zdjęciu.

 

Tył narty jest również podwinięty - ma to swoje zalety (cofnięcie się nie jest problemem), ale według mnie w konstrukcji narty turowej nie jest dobrym rozwiązaniem - praktycznie uniemożliwia to wbicie złożonych razem nart w twardy śnieg.

 

 

Konstrukcja narty oparta jest na konstrukcji typu "CAP" na całej długości narty - w poprzednich konstrukcjach G3 stosowało coś połowicznego tzn. narta miała konstrukcję warstwową (sandwich) tam gdzie była grubsza, a tam gdzie jej grubość spadała poniżej 4.5 mm pojawiał się typowy CAP. W Soulfly jest CAP na całej długości, natomiast przekrój narty jest zmienny.

 

Wybór takiej technologii podyktowany był najprawdopodobniej chęcią zredukowania masy, narty nie są ciężkie, ważą w okolicach 2700 - 2800g. Mam wrażenie, że dodatkowym efektem widocznej powyżej zmiany przekroju jest śmieszny rozkład sztywności - przody i tyły są dość miękkie natomiast okolice środka są istotnie twardsze.

No dobrze, ale jak to przekłada się na jazdę? Tu niestety poległem - narty miałem od marca, niestety zima, rehabilitacja, a potem infekcja zredukowała ich użycie do kilkunastu razów na okolicznych wyciągach, częściowo w wersji "bieganej". W efekcie nie mam praktycznie żadnych odczuć z terenu, a opis narty terenowej z wyciągu to trochę tak jakby traktor testować na torze dla gokartów. Mimo wszystko jakieś wrażenia są. Pierwsze to takie, że narty zachowują się jak zeszłowieczne slalomki, ujeżdżane przed rewolucją "carvingową". Oznacza to, że najlepiej się czują przy jeździe seriami "przycięć", nieco gorzej w "rzeźbionych" łukach - tu lepiej mi się pomykało na Spitfire (G3 Onyx et consortes). Jest to najprawdopodobniej efektem  wspomnianego  rozkładu sztywności. Z drugiej strony (pewnie z tego samego powodu) narta sprawia wrażenie znacznie bardziej "żywej" i w owych przycięciach lepiej trzyma, ale to niestety wymaga depnięcia. Wygląda na to, że zaobserwowana charakterystyka odpowiada przeznaczeniu, czyli jeździe w zróżnicowanych warunkach, często twardych.

Podsumowując, to trochę "wiem, że nic nie wiem" - aby coś więcej napisać, trzeba poczekać na śnieg i pogonić je w terenie, co mam nadzieję uczynić w nadchodzącym sezonie.

P.S. W serii "SUPER TOUR" G3 są w sumie 3 narty Spitfire LT (następca Spitfire'a - 123/89/111), opisywany to Soulfly i Stinger (112/78/100).

P.S. 2. na moje odczucia może wpływać również fakt, że jak zwykle mam narty nieco za krótkie. Niestety najdłuższe dostępne u dystrybutora to były 177cm....